U Dzieda Moroza bez wiz

Nie, nie będzie mowa o Rosji. Tym razem Białoruś, chociaż dla wielu to jedno i to samo.

Może wyprawa nie do końca bez wiz, bo jednak trzeba zgłosić dość szczegółowe dane (nr paszportu, miejsce przekraczania granicy, terminy) na stosownej stronie internetowej, tam też trzeba wykupić ubezpieczenie oraz obligatoryjny element pobytu turystycznego – bo tylko taki cel podróży jest oficjalnie akceptowany – ale to wszystko trwa bardzo krótko, a kosztuje w sumie kilkadziesiąt złotych. Wszystkie kwity trzeba wydrukować i mieć przy sobie w czasie trwania naszej podróży. Na każdy dzień pobytu musimy też mieć 95 zeta w dowolnej walucie

Ten cel turystyczny to trochę taka ściema, żeby ściągnąć z turysty więcej grosza, ponieważ możemy wykupić taką atrakcję jak „progułka po gorodzie”. To chyba jedyne państwo na świecie, które pozwala, ba, czasem nawet wymaga, by płacić za spacerowanie po mieście J. Ja nie chciałem się wygłupiać do końca, więc jadąc do Puszczy Białowieskiej wybrałem jako przymusową atrakcję „leśne zoo”  choć twardziele mogą zamówić wizytę w tytułowym Domu Dziadka Moroza, znajdującego się na terenie Puszczy. Czy w ogóle wiem, gdzie to jest to Leśne Zoo oraz czy tam byłem niech pozostanie moją słodką tajemnicą.

Granicę przekroczyłem na pieszym przejściu w Białowieży. Jest to trochę nieprzyjemne, ponieważ szczegółowe przeglądanie toreb i plecaków, wszelkich dokumentów oraz generalnie przepytywanie macie jak w banku, ale w działaniu ichnich pograniczników nie znalazłem działań i intencji innych niż urzędowe. Przewóz alkoholu niedozwolony. Żeby być sprawiedliwym, taka sama szczegółowa i w sumie jeszcze bardziej upokarzająca procedura jest stosowana podczas powrotu, tyle, że teraz przez naszych celników, którzy polują na jakiś kawałek twarożku, masła, sera czy też wędliny, żeby w majestacie unijnego prawa zabrać to Tobie. Ot, to co było dobre i bardzo smaczne na Białorusi, okazuje się być bardzo niebezpieczne i niepożądane w Polsce i generalnie w Unii

Ale to już wszystko, po przekroczeniu granicy po stronie białoruskiej czeka nas inny świat. Cicho, spokojnie, bez pośpiechu i wbrew pozorom bardzo przyjaźnie. Wioski jak u nas kilkadziesiąt lat temu, o sklep czy transport publiczny wprawdzie bardzo trudno, ale jak już jakiś „magazin” się znajdzie, to ceny mile Was zaskoczą, a na 99% dacie radę zapłacić kartą. Zresztą nie tego szukałem, przyjechałem fotografować dziką przyrodę. Zapomnijcie o takiej wyprawie bez wsparcia jakiegoś lokalsa. Nigdy nie wiadomo, gdzie wolno wejść, gdzie nie, co można focić, a czego nie. Zresztą w białoruskiej części Puszczy Białowieskiej nie ma udostępnionych szlaków turystycznych, powiem więcej, żadnych szlaków tam nie ma – cały teren mimo wyraźnych oznak lasu gospodarczego, jest traktowany jak u nas rezerwat ścisły. Można poruszać się tylko szosami, a i to nie wszystkimi, np. odcinek 15 km od i do  przejścia w Białowieży jest generalnie zamknięty dla ruchu samochodowego. Można się wydostać i powrócić tylko rowerem lub wtedy, kiedy zabierze nas wcześniej zamówiony, lub przypadkowy busik (kursuje w sposób nieregularny, ale w miarę często). Najprawdopodobniej wynika to z tego, że na tym terenie mieści się sezonowa posiadłość Prezydenta Republiki Białoruskiej. Nota bene w tej rezydencji podpisano układ o zamianie Związku Radzieckiego we Wspólnotę Niepodległych Państw – brzmi nieźle, co? Na granicy jest punkt informacji turystycznej gdzie można uzyskać darmową informację i foldery,  również w języku polskim. Piwko też jest, ale już nie za darmo

Ale do rzeczy. Lokalny przewodnik namówił nas na fotografowanie puszczyka mszarnego i był to strzał w dziesiątkę. Po wspaniałym noclegu w obszernej izbie ogrzewanej imponującej wielkości piecem kaflowym, bladym świtem ruszyliśmy w trasę. Ruch samochodowy praktycznie zerowy, asfalt idealnie gładki, szutrówki do wiosek utrzymane bez zastrzeżeń. Oznakowanie miejscowości oraz drogo-kierunkowskazy wręcz podręcznikowe. Dotarliśmy na miejsce po ok. 40 minutach. Las niewyobrażalnie piękny, w stylu retro, zróżnicowane nasadzenie, zdrowy podszyt i wspaniałe mchy oraz inne porosty pod nogami. Zapach obłędny, a zewsząd słychać ptasie odgłosy. Tego w takiej formie u nas już nie uświadczysz. Naprawdę: zero turystów, żadnych ludzkich odgłosów, bez śmieci. Nie do wiary.

A sowy, w tym przypadku puszczyk mszarny – dopisały?

Popatrzcie na zdjęcia poniżej, znajdziecie odpowiedź 🙂

lokal

Całkiem przyjemna kwatera na skraju Puszczy

chata

Wewnątrz fotografowi też nic nie brakuje

puszcza

Wjazd do Puszczy

wjazd

Trzeba się postarać o otwarcie bramy. Pomaga znany od wieków sposób 🙂

mostek

Po drodze mijamy piękne mostki na puszczańskich rzeczkach

mama

Ale o to cel fotowyprawy: mama puszczyków mszarnych…

glodomory

A to jej wiecznie głodne, ale cierpliwe pociechy

karmienie

Każdy kęs do zjedzenia jest dobry

maluch2

Ciekawy świata

maluch1

Ot zdziwiony, ludzi widzi po raz pierwszy

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *